Jeżeli PiS w przyszłym roku obejmie władzę (nawet nie musi wygrywać wyborów) to Przemysław Czarnek, z namaszczenia Prezesa zostanie Premierem.
Prezes PiS nie chce współczesnej prawicy, gdyby tak było, to wybrałby człowieka bardziej “współczesnego”, nie chcę użyć słowa “światowego”, kogoś bliższemu Konfederacji Bosaka i Mentzena.
Tym wyborem Prezes PiS upiekł kilka pieczeni na jednym ogniu:
-
Przemysław Czarnek nie będzie się stawiał Prezesowi, jak mógłby się stawiać Morawiecki i jak prawdopodobnie stawiać się będzie Nawrocki.
-
Nie będzie szarpaniny z nieprzewidywalnym Mentzenem ani ugody z Bosakiem. Będzie szeroki uśmiech do Brauna i wybieranie sobie co lepszych smaczków.
-
Prezes wskazał kierunek PiSu: twardy elektorat, szeroko pojęta Polska B, ludzie którym imponuje człowiek bez manier i niezbyt kojarzący się z kulturą. Taki prezes powiatowego klubu sportowego albo właściciel gminnej firmy transportowej.
-
Przemysław Czarnek to też takie przedłużenie Karola Nawrockiego: niby wykształcony, ale nieobyty. W młodości zwykły chłopak z sąsiedztwa (matka pielęgniarka, ojciec kierowca, bardzo młodo ich stracił), nie żadne znające języki wykształciuchy.
Jaki będzie wynik? Po Karolu Nawrockim nic mnie nie zdziwi, co nie zmienia faktu jeśli tacy ludzie mają nam przewodzić, to naprawdę chamiejemy, naprawdę kultura polityczna schamiała (to Czarnek pozwolił by na scenie Opery Wrocławskiej zaśpiewano “Majteczki w kropeczki”).
Jeśli tak będzie nadal, to czekają nas smutne, brunatne czasy. I nie ma gdzie wyjechać.
#polityka